Stwierdzam, że to Lotos zasponsorował artykuł pt. "Naszym zdaniem: Ekologiczne oszustwo paliwowe (04.07.2008)" na stronie http://motogazeta.autocentrum.pl/
Jest to karygodne naginanie prawdy.
Silnik elektryczny miał swój początek ponad 180 lat temu (Faraday, 1821). To silnik elektryczny w pojeździe pozwolił po raz pierwszy człowiekowi rozwinąć prędkość 100 km/h (Camille Jenatzy w aucie "Jamais Contente", 1899). Mimo doskonałości aut elektrycznych spadł na nie popyt ze względu na zasięg do 80 kilometrów. Producenci zostali wykupieni niebezpośrednio przez dzisiejsze koncerny naftowe albo zmieniły profil produkcji. I to nie jest jakaś wymyślona bzdura tylko fakt. Niech ktoś znajdzie inną odpowiedż dlaczego auta elektryczne przez ten czas nie były rozwijane do powszechnego użycia.
W 1912 roku silniki benzynowe zdobyły uznanie klientów. Nie brano pod uwagę zagrożeń ani względów bezpieczeństwa. Ludzie chcieli mieć własny, tani środek transportu.
Jeśli dziś widzimy, że powstają pojazdy elektryczne ZEV, które bez problemu przyspieszają do setki w 5 sekund - to jak mogłyby potoczyć się losy motoryzacji gdyby od początku rozwijać tę branżę.
Do dziś przeciwnikom aut elektrycznych wydaje się, że akumulatory nie wytrzymują na długą jazdę. Ja mogę tylko wskazać na dzisiejszy styl budowania aut. Mało które auto waży poniżej tony, a już auta średniej klasy ważą ponad 1500kg, wiemy też, że nie ma auta wyższej klasy, który nie ważyłoby ponad 1900kg, a są już auta - zaznaczam - osobowe o wadze np. 2800kg jak Mercedes R Klasy. Problemem więc nie jest stworzenie elektrycznego auta o wadze auta klasy średniej i przebiegu na jednym akumulatorze do 1000km. Potrzeba matką wynalazku i pomysłu.
Co do oznaczenia ZEV - to tylko skrót, nomenklatura - i nie jest ona naginaniem prawdy. Auta te rzeczywiście nie wydalają szkodliwych spalin i o to tutaj chodzi.
Elektrownia jest w stanie efektywniej zamienić paliwo kopalne na prąd elektryczny, a powszechna elektryfikacja pozwala na bezproblemowy odbiór. Natomiast silnik spalinowy musi spalać benzynę niezależnie od tego czy porusza się 80 km/h czy stoi w korku.
Jak wyglądałaby dziś wyłącznie "elektryczna motoryzacja". Słyszymy o rozwinięciu wynalazku Tesli - bezprzewodowy odbiór prądu. Być może nie potrzebne byłyby duże akumulatory. To nie fantazja lecz spojrzenie okiem wynalazcy na to co się działo przez 150 lat w technice do dziś, do szczytu wydobycia ropy naftowej i powstającej paniki.
Wiele wynalazków w ciągu 150 lat ery naftowej było na tyle nie wygodna dla koncernów naftowych, że uciszali oni każdy pomysł, każdą zmianę, w dodatku działali w ścisłej współpracy z rządami państw o największym wydobyciu.
Gospodarki przez 100 lat uzależniały się od ropy. Państwa określane mianem trzeciego świata i biedne kraje Azji z zazdrością patrzyły na zachodni styl życia mieszkańców. Dziś pragną swoich pierwszych aut. To i rozwój przemysłu zmusza ludzi do zużywania coraz większych ilości. Możemy się spodziewać braku ropy naftowej do 2060-2080 roku.
Gdyby rozwój innych gałęzi pozyskiwania energii nie był hamowany to dziś ludzie nie przeżywaliby szoku o cenę ropy.
Jaka jest przyszłość ropy ? W najgorszym wypadku dojdzie do konfliktu zbrojnego USA z Arabią Saudyjską o ropę, gdyby w kraju o największych złożach doszło do upadku reżimu szejków. My o pewnych sprawach nie wiemy ale młode pokolenie Saudyjczyków nie ma dziś pracy i istnieje groźba buntu, mówi się także, że ich odsetek wspomaga Al Kaidę.
W ciągu sześśdziesięciu lat przemysł lotniczy musi znaleźć dla siebie paliwo alternatywne do zasilania silników turbinowych. Inaczej na naszej emeryturze nie będzie nas stać na żaden lot samolotem.
Gorzej jeśli w tej chwili rządy nie wprowadzą radykalnej polityki ekologicznego pozyskiwania energii to brak taniej energii w przyszłości może zmusić wszystkich do zmiany stylu życia, w dalszej perspektywie do głodu i ukształtowania się liczby ludności na Ziemi na około 2 miliardy. Dlaczego aż tyle ? Przetwarzanie żywności takiej jaką dziś znamy z supermarketów, pochłania ogromne ilości energii, a bez przetwarzania i nawożenia Ziemia jest w stanie wyżywić około 2 miliardy ludzi. Pójdę dalej - można dywagować - czy najbogatszym może zależeć na konflikcie? Czy ludzie pójdą na wojnę o energię i tereny gdy pojawią się radykałowie ? Co zrobią państwa w całości uzależnione surowcowo od innych krajów, a te przestaną je dostarczać ? Co jeśli kraje zachodnie dojdą do wniosku, że nie warto produkować w Chinach czy Tajwanie ? Jak duży błąd musiałyby popełnić Chiny aby zerwano z nimi kontakty handlowe ? W jakim kraju i w jakich okolicznościach USA musiałyby "interweniować" militarnie abyśmy uważali ten kraj za niedemokratyczny i nie pokojowy ?
Przemysł przerobu pochodnych ropy naftowej, powoli ale skutecznie wynajduje nowe materiały gotowe zastąpić te znane. Ważne także by przemysł umiał przerobić to co stało się niepotrzebne - i choć nie ma to nic wspólnego z ekologią to jest to rodzaj misji. Szczytnym byłby cel, by recykling był czysty. Wiem na przykładzie odpadów porolniczych (siatki, folie flancowe) oraz asfaltów, zużytych olejów.
Równowaga pomiędzy autami spalinowymi i elektrycznymi pozwoliłaby na łagodne przejście na większą ekologię. Dziś ekologią nazywa się tworzenie paliw z jedzenia (zboża). Co jest moim zdaniem błędem kiedy pół Afryki odczuwa brak żywności. Większość pomyśli - a dlaczego za darmo oddawać jedzenie - ja twierdzę, że mogłoby to przebiegać z obopólną korzyścią - rozmieszczać elektrownie słoneczne w Afryce.
Technologia pozyskiwania energii słonecznej rozwija się 40 lat. Widzimy dziś efekty w postaci słonecznych ogrzewaczy wody za około 1000 euro. To dopiero początek. Urządzenia do wspomagania zasilania elektrycznego to już wydatek 7000 euro w górę. To także początek.
Z energią atomową jest podobnie jak z ropą - kiedyś się skończy. Na dodatek dla orientacji powiem, że gdybyśmy zastąpili wszystkie paliwa kopalne - energią atomową to uranu (izotop U-235) starczyłoby na 15 lat. Więc to nie jest rozwiązanie. Omawiany artykuł tworzyła osoba niekompetentna. W Polsce nie widać ani nie słychać o budowie elektrowni atomowych, u niemieckich sąsiadów jakoś się je likwiduje a nie buduje nowe. Technologia budowy jest bezpieczna, zmieniana była wiele razy ale mimo to sieje strach ludzi. Za to ropa sieje strach w postaci efektu cieplarnianego.
Co do kosztów energii elektrycznej do zasilania aut to obawy mogą rodzić pomysły w stylu - opodatkujmy i nałóżmy akcyzę na to. To byłby kolejny błąd w polityce. Przypomnijmy sobie - w Polsce paliwa bez akcyzy i niektórych podatków miałyby cenę podobną do amerykańskiej. Unia Europejska musi konkurować gospodarczo ze Stanami Zjednoczonymi ale już podstawowy surowiec gospodarczy jest u nas dwa razy droższy.
Więc mówienie, że energia elektryczna wzrośnie jest bezpodstawne. Pamiętajmy by cena energii była jednakowa dla domu i dla aut.
Odpady jakimi byłyby akumulatory zostawałyby przerabiane z obowiązku przez producenta auta. Zdradzę wam mój pomysł. Akumulatory potrzebne w autach elektrycznych mogłyby być wymieniane na dzisiejszych "stacjach benzynowych". Jedynie potrzebna byłaby standaryzacja wielkości i podłączeń. To pozwoliłoby bezproblemowo wprowadzać do obiegu nowe ulepszone wersje. Ilość akumulatorów wprowadzonych do obiegu to około 33% więcej niż aut elektrycznych. Auta większe czy ciężarowe mogą mieć ich po kilka. Nie opatentowałem tego pomysłu i nie mam takiego zamiaru.
O autach hybrydowych można mówić wiele ale ja powiem krótko to nie jest rozwiązanie problemu. Z ciekawostek można powiedzieć, że przy sportowej jeździe hybryda spali więcej niż usportowiona wersja średniego sedana.
Hybryby nie rozwiążą problemu rosnących kosztów paliwa a w dodatku ich cena jest średnio o połowę większa od auta podobnej klasy.
Istnieje też problem ciszy silnika, przez co na osiedlach mieszkaniowych piesi mogą nieświadomie wejść na ulicę przed pojazd. Jest to istotny problem, który wynika z przyzwyczajenia do odgłosu silnika i szumu opon zwykłego auta przejeżdżającego w pobliżu nas.
W akumulatorach do aut elektrycznych nie ma kwasu i elementów ruchomych. Nie zdarzył się jeszcze wypadek z samozapłonem. W auto elektryczne jest doskonalsze techniczne i bardziej wyciszone. System chłodzenia silnika i baterii jest zintegrowany z systemem przeciwpożarowym. Powiem z czystym sumieniem, że w aucie elektrycznym poczujemy się bezpieczniej i będziemy oddychć powietrzem bez oparów paliwa i olejów.
Auta elektryczne mają także to do siebie, że nie co się w nich psuć. General Motors wyprodukował w latach dziewięćdziesiątych trzydrzwiowe auto elektryczne (EV-1, 1997), które spełniło w pełni oczekiwania użytkowników testowych (m.in. aktorzy). Niestety koneksje z koncernem BP zmusiły zarząd do potajemnego zniszczeniach wszystkich egzemplarzy. Dziś koncern zachowuje się jakby go nie było.
Wymysły w stylu wodorowe zasilanie auta elektryczne nie zdobędą uznania z tego względu, że stacje benzynowe musiałyby być zastąpione stacjami wodorowymi. W zwykłym aucie elektrycznym tzw. plug-in, mamy gniazdko do ładowania akumulatorów z sieci elektrycznej. Ładowania możemy dokonać w garażu lub gdziekolwiek indziej. Udoskonaleniem byłaby dodatkowa wymiana akumulatorów w dłuższej podróży lub podczas ciągłego użytkowania, co całkowicie rozwiązuje problem kontroli akumulatorów.
Auto z silnikiem iskrowym i zasilane wodorem wymaga infrastruktury napełniania zbiornika. Więc dla zwykłego użytkownika odpada. Dodatkowo pozyskiwanie wodoru pochłania około 5 razy więcej energii niż energia zawarta w tej jednostce paliwa.
Technologia silnika iskrowego - choć jest gorsza od elektrycznego - mogłaby nadal współistnieć w pewnych rodzajach pojazdów. Pozyskiwanie wodoru dzięki energii słonecznej nie ma skutków dla środowiska. Jednak zanim udoskonalone procesy pozwolą na tanie korzystanie z tego pierwiastka na świecie upowszechni się auto elektryczne.
Autor nieszczęsnego artykułu (Robert I. Bielecki) na niezależnym portalu chciał chyba w ten sposób w jakiś sposób obronić wizerunek koncernów paliwowych, nic innego nie przychodzi mi do głowy. Zastanawia mnie fakt jak mogło dojść do opublikowania tego artykułu na tak dobrym portalu.
Artykuł został zamieszczony jako pierwszy w newsletterze autocentrum.pl. Więc ja domagam się sprostowania albo zamieszczenia mojej odpowiedzi w całości. Ewentualnie zgodzę się na zastąpienie tekstu autora - moim z pewnymi zmianami. Z autocentrum.pl współpracowałem w 2006 roku tworząc program bezpieczeństwa drogowego frosti.eu. Jeśli nie będzie reakcji to przestanę korzystać z tego wartościowego do tej pory portalu. Nie jestem zbuntowanym użytkownikiem ale za to można powiedzieć "jestem sumieniem użytkowników".
Od konsumenta zależy jaka technologia się upowszechni. To konsument ma doświadczenia z tradycyjną motoryzacją, konsument pamięta, potrafi rozpoznać marketingowy chwyt. Ile płacimy za monopol energetyczny. Ważne by prawda dotarła do każdego człowieka, bo za 30 lat możemy być świadkami wprowadzania stacji wodorowych przez dzisiejsze koncerny paliwowe.
Wojciech Mrozik
tekst oryginalnego artykułu
http://www.autocentrum.pl/go/338__Ekologiczne_oszustwo_paliwowe________269316730.html
"
2008-07-04 Drukuj
Ekologiczne oszustwo paliwowe
Producenci pojazdów coraz częściej przedstawiają samochody zasilane energią elektryczną jako przyjazne środowisku. To jawne oszustwo, a zastępowanie zależności od paliwowych szejków budową elektrowni atomowych to ukrywane zagrożenie dla całej ludzkości.
Coraz częściej mówi się o samochodach nie emitujących spalin, tzw. ZEV (od ang. zero emission vehicles, czyli pojazdy nie emitujących spalin) i nazywa się je ekologicznymi, tj. przyjaznymi środowisku. To co najmniej mydlenie oczu, a raczej manipulacja i wprowadzanie opinii publicznej w błąd, ponieważ chodzi o samochody zasilane energią elektryczną, a tę człowiek pozyskuje wciąż bardzo nieekologicznie – spalając węgiel, ropę naftową albo korzystając z energii atomowej. W pierwszych dwóch przypadkach mamy do czynienia z zanieczyszczaniem środowiska spalinami, a we wszystkich ze zwiększaniem efektu cieplarnianego. Dlaczego? Tylko niewielki procent energii elektrycznej pozyskiwany jest z naturalnych odnawialnych źródeł energii, np. z elektrowni wodnych, wiatraków czy baterii słonecznych. Do tego dochodzi zanieczyszczanie środowiska związane z wydobyciem i transportem surowców do elektrowni. Właśnie z tych wszystkich powodów energia elektryczna wcale nie jest ekologicznie czysta, jak próbują to przedstawiać jej zwolennicy.
W praktyce oznacza to zmianę uzależnienia paliwowego od Rosji i arabskich szejków na rzecz dostawców energii elektrycznej, zwłaszcza atomowej – koniecznej w przypadku zasilania „prądem" setek milionów samochodów – z niezwykle niebezpiecznymi dla środowiska odpadami. Dla polityków, w sensie bezpieczeństwa energetycznego, może to strategicznie lepsze rozwiązanie – maleje znaczenie importowanych paliw, ale przecież energia jądrowa miała być zastępowana przez źródła odnawialne, a nie stać się większym zagrożeniem jako nowe paliwo pojazdów. Nie trzeba być prorokiem żeby przewidzieć znaczne podwyżki cen energii elektrycznej w perspektywie popularyzacji samochodów zasilanych „prądem", a tego trendu nie będzie się już dało odwrócić kiedy dostatecznie duża liczba kierowców przesiądzie się do elektrycznych pojazdów.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden nieekologiczny i często pomijany aspekt pojazdów elektrycznych. W samochodach takich zachodzi konieczność stosowania specjalnych akumulatorów do magazynowania energii – podobnych do tych w przenośnych urządzeniach RTV, ale nawet kilkaset razy większych. Proces wytwarzania tych baterii wcale nie jest ekologiczny, a do tego akumulatory te po okresie 3-5 lat stają się trudnym w recyklingu odpadem. Wiele z nich trafiałoby na zwykłe śmietniki skażając nasze środowisko, tak jak to się dzieje dziś w przypadku zużytych akumulatorów od telefonów komórkowych. To ma być bardziej ekologiczne? Zamiast spalin technologiczne odpady?
Trzeba także napisać o zagrożeniu wybuchem w razie wypadku. To właśnie zyskujące popularność w elektrycznych samochodach akumulatory litowo-jonowe w ostatnich latach doprowadziły do poparzeń użytkowników komórek i notebooków, a nawet wybuchów tych urządzeń. Chyba każdy słyszał o akcjach wymiany milionów baterii w przenośnych komputerach czy mobilnych telefonach. A co stanie się w razie wypadku z pojazdem elektrycznym? Wystarczy przecież jedna iskra aby doprowadzić do pożaru, a o taką w rozbitym elektrycznym samochodzie będzie łatwiej niż w tradycyjnym spalinowym.
Silniki elektryczne bezpośrednio napędzające koła pojazdu to z pewnością przyszłość motoryzacji. Zasilanie ich „brudną" energią elektryczną ładowaną z gniazdka i magazynowaną w nieekologicznym akumulatorze to jednak mało ekologiczne rozwiązanie mające wyrwać nas ze szponów naftowych szejków tylko po to aby zdać na łaskę dostawców atomowej energii elektrycznej.
Robert I. Bielecki
Fot. Lotos
"

2 komentarze:
Brawo
mischa
tyle, ze jakos zarowno Ryszard Krauze
jak i Jan Kulczyk inwestuja w rope nie martwiac sie jej koncem. I jak znam zycie na tym zarobia.
Bo nie liczy sie gdybanie tylko lapanie aktualnej okazji (mozna teraz tanio kupic zloza ropy ;) )
Prześlij komentarz